|
PoEzja
Londyn |
Korespondencja
1. Londyn 31.10.2010.
„Niechaj mię
Zośka o wiersze nie prosi,
Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
To każdy kwiatek powie wiersze Zosi...”
Jesteśmy jednak TU.
WIĘC O WIERSZE PROSZĘ.
Wiersz jako odczucie poetyckości, więc
WSZYSTKIE jej przejawy.
Dlatego powstała PoEzja Londyn. By to
zebrać, nadać temu wagę i z niejaką rozwagą
prezentować.
„Dzisiaj daleko pojechałem w gości
I dalej mię los (...) goni.”
Cytowany: JULIUSZ SŁOWACKI
„W PAMIĘTNIKU ZOFII BOBRÓWNY”
Choć
każdy ma swój los, nie znaczy to wcale, że życie to loteria.
Twórczość to kreacja i chwytanie rzeczywistości; zmienia nas; pozwala na
zaistnienie i współbycie.
I to jest ważne!
Przedstawiam
TEKSTY, RYSUNKI, ZDJĘCIA.
Pochodzą od
twórców z różnymi osiągnięciami. Są tacy, którzy dopiero
zaczynają, są też wielokrotnie nagradzani.
Ilość przesyłek
podpowiada, by dokonać prezentacji; gdyż za czas jakiś będzie tego
zbyt wiele, by zachować świeżość odbioru.
Zapraszam do
komentarzy, uczestnictwa w spotkaniach literackich i współpracy.
Miłej lektury.
Adam Siemieńczyk.
|
Flagi. |
|
Drzewo.... a ja
|
Chcę być drzewem co
sięga korzeniami głębi ziemi konarami
błękitu nieba kołysanym
wiatrem głaskanym ciepłem
słonka promieni z wieloma
gniazdami ptaków Nie
nie
chcę być kaprysem aury wolę
zostać człowiekiem bo
kiedy coś niepokoi i
rani można
uciec w
krainę marzeń i wyobraźni zakrywając
oczy dłońmi można
śmiać się i płakać można
kierować kroki w
różne strony świata a drzewo drzew
się nie przesadza |
|
*** |
promień
słoneczny podąża w moją stronę wydostając
się z czeluści piekła zrodzony energią dumnie
puchnącej starzejącej się gwiazdy ograniczony
stałą prędkością i odległością wiem
że i ośrodkiem w którym się rozchodzi poznałem
ułomności owego fenomenu zagrażającemu
materii na
straży dumna
grawitacja i zlękniony czas |
|
*** |
W bezmiarze skrzydeł nocy i w niewyspanej
myśli |
|
Bell Port (Long Island) |
by
przetrwać za pięć dolarów na godzinę nazbyt
głośno dopowiadam prawdy ukraińsko
– żydowsko - amerykańskiemu bossowi który
nawet w szabas karmi
chorych starców dogadanym z pobratymcami przeterminowanym
jedzeniem więc krótko
jestem kelnerem w starczym domu wygnany
do morderczego sprzątania piętnastu pokoi,
sedesów i wanien wkradam
się w łaski pensjonariuszy dzieląc
się słowem, czekoladą, papierosami wtedy
mniej donoszą o nie wytartym kurzu łóżku
źle zasłanym moim
niezrozumiałym akcencie ubikacji
za późno przepchanej z
wzajemnością udaję.
że nie widzę Suzan gdy
nocą w holu kocha się z Normanem widzę
tylko szekspirowski tragikomizm nieporadnych
ruchów spoconego psychicznie
chorego dwustukilogramowego
Normana kilka
dni później, jak to w zwyczaju Suzan w
krótkiej spódnicy rozpostarta na kanapie pokazuje,
że jak zwykle nie założyła majtek szybko
przybywają wypełnieni
psychotropami weterani siadają
na przeciw, Norman przynosi pieczyste kolę
i piccę patrzą
w to miejsce skupieni w
ciszy wkładają jej tam grillowe udka kurczaka nazajutrz
gruby Norman umiera na zawał mnie
podnosi na duchu Janusz Panasewicz piosenką
„Warszawa” co
ty tam robisz i po co zaśpiewał
do mnie Panas płacząc
odkrzyczałem mu przez ocean z
tego Nowego Jorku do
mego maleńkiego domku na Mazurach jutro
spierdalam |
|
|
— zawsze
młoda piękna zastanawiam
się czy mógłbym być |
|
|
*** The day which so gloomy that
is making a shed. A shed for the sun which
rests on the sky, It’s uniform made from
the whitest of clouds. And darkness around me
with sun on the sky. Is making me wanting to
sooner wake you. But as it happens so
often to us. The dream is so
real... It doesn’t let to wake
up. |
|
BRAMA
ŻYCIA |
Wchodzę w bramę ludzkiego żywota i widzę siebie rozczarowanego sobą. Gdybym ja wiedział co mnie tam czeka poprosiłbym Boga by zatrzymał mnie przy sobie..... |
|
Dotyk |
Na początku nie ma nawet jego przeczucia.
Jego piękna nie tworzy też wyobraźnia. Jest
w drugiej osobie, w przebłysku nieodkrytej wiedzy; pod
zastygłą krwią; gdzieś pod tężejącą
na samą myśl limfą; za obronnym odruchem odsunięcia. Atawistyczne oczekiwanie spełnienia. I wtedy pojawia sie zarys sylwetki, twarzy, oczu. Ruch.
Dźwięk głosu, który nie jest jeszcze rozmową. Rytm oddechu. Spojrzenie. Kształt ust i policzków.
Zastanowienie. Kroki do siebie. Powrót do własnych
niepoznań. Zaproszenie do podróży. Pierwsza wspólna
przestrzeń. Opowiadanie, które staje się rozmową. Wymiana zdań i zrozumień. Wytworzone
energie nie zostają natychmiast zużyte. Pozostają słowa. Odczytywanie i nadawanie znaczeń z drobin.
Odkrywanie wrażliwości. Niepewność odpowiedzi. Zbieżność estetyk. Baśnie, mity,
wyobraźnie. Oczekiwanie spotkania. Drżenie. Czy ten świat
istnieje? Czy pierwsza mikrosekunda pomieści to wszystko? Przebywanie, po którym pozostaje
świadomość chęci bycia. Znów słowa, słowa. Rozedrgane
niepewności. Odpowiedź. Nieznane uczucie zbliżenia. Kolejne spotkanie. Odczucie osoby. Gesty. Akceptacja.
Odnalezienia. Muzyka. Odległy sen. Bycie razem. Oglądanie
świata z jednego, wspólnego punktu widzenia. Wymiana niezgrabnych snów i przytuleń,
bodących znalezieniem bliskości. Odczuwanie ciepła.
Tożsame kształty ciał. Godzina snu. Wszystko zaczyna się budzić. Ugięte szyje. Zamknięte oczy, które
widzą. Nie wyobraźnia lecz odczuwanie. Wzajemne przenikanie ciepła, zapachu,
czystości. Drżenie zmienione w spokój, zostawiające policzki w
momencie zbliżenia............................... |
|
My emigration. |
|
|
|
|
|
Spotkania Poezja Londyn. |
|
|
Enfield Lock. |
|
|
Korabiowska Słowo ,,miłość” |
Słowo
,,miłość” często pada w mowie potocznej W mowie
potocznej w każdym
języku
Słowo
,,miłość” zawiera uczucia
Uczucia
żywione do kwiatów czy malucha Uczucia-odruch
żołnierza, który na odbezpieczony granat się
rzuca I ratuje innym
życia
Słowo
,,miłość” to odbicie nieprzebranych ludzkich emocji
Odbicie ludzkiej
różnorodności
To
bezinteresowne oddanie To namiętne
pożądanie
To miłosne
uniesienie
To obsesyjne
przywiązanie
To także
zimne wyrachowanie ,,Miłość”
ten niegasnący żar uczucia
Gdzie gniewnej
wrogości sam się też doszuka
Wzajemna rywalizacja
i sprzeczne ambicje
Jak i
historyczne gierki polityczne Z
miłości ze sobą walczymy
Z
miłości też się godzimy
Z
miłości odchodzimy od siebie Z
miłości łączymy się ponownie
Aby
zapamiętać się w kochaniu po raz kolejny W
miłości człek możne się zagubić
Oddać uczucia i pełne poświecenie
I z
lojalności znosić meczące towarzyskie obowiązki
W
miłości można się oddać bez reszty
I
uważać za najwyższy obowiązek
Pielęgnowanie
sparaliżowanego - męża - bohatera
Troskliwa
dbałością by uratować ten związek Miłość
to wygód zapewnienie
Milość
to szczęście z Niebios na Ziemi
Miłość
to kraju się oddanie
Miłość
to wzajemne uszanowanie Gdy związek
dwojga dawno przestał istnieć
Wygasła tez
namiętność
Uczucia w innej
formie zaczęły się przejawiać
W formie
przyjaźni która zawsze będzie trwać W
najtrudniejszych momentach jego życia
Naszego bohatera
i męża
Podtrzymywała
go na duchu Opromieniała
szczerym podziwem
W chwilach swego
generała triumfu W
miłości przywiązanie nie wygaśnie
Uczucia są
odwzajemniane
Aż do
samego końca jest wierność i oddanie W
miłości nie ma żadnych praw
Rozsądek
nie ma siedliska w sercu W
przeciwieństwie do umysłu
Brak logiki,
jednorodności i konsekwencji
Nie ma tu
miejsca dla stereotypu Słowo
,,miłość” to bardzo indywidualne zjawisko
Bardzo
każdemu osobiste
Bardzo każdemu
niezwykle
Słowo
,,miłość” jest bardzo intrygujące ponad wszystko |
|
Oda do Mężczyzny z klasą. |
Oto czasy, gdy kobieta – po „klikaniu” z panem
Polomer (fragment:
"Złośnica (nie) do poskromienia") |
Koniec Korespondencji
1. CDN.