Frontem do klienta
W tym tygodniu publikujemy list, który dostaliśmy drogą pocztową od naszego klienta Pana Marka, który mieszka w zachodnim Londynie, w dzielnicy Ickenham, niedaleko Uxbridge.
Witam serdecznie
Pewnego dnia postanowiłem udać się do restauracji Mleczko na Shepherd`s Bush. Była prawie pełna, ale znalazłem dla siebie miejsce, w ogródku na świeżym powietrzu. Usiadłem tam oczekując, że kelner się mną zainteresuje, jako że byłem nowo przybyłym klientem.
Po chwili zaczepił mnie, wracając od stolika z tacą wyładowaną talerzami i sztućcami. Zapytał mnie, czy ktoś podał mi menu, odpowiedziałem że jeszcze nie, ale właściwie nie jest mi potrzebne, ponieważ chciałem zamówić tylko schabowego i do picia zimny napój Ben Shaws American Cream Soda (jest to amerykański napój gazowany o smaku wanilii).
Kelner odpowiedział – Przykro mi, ale nie mamy Ben Shaws, tylko Coca-Colę i inne napoje. Odpowiedziałem, że w takim razie niech będzie tylko schabowy z ziemniakami i surówką. Kelner zniknął za rogiem i za 5 minut pojawił się z talerzem, na którym był gorący schabowy z ziemniakami i trzema rodzajami surówek.
Zadowolony przystąpiłem do konsumpcji, ale po chwili zostałem ponownie zaczepiony przez tego samego kelnera, który wręczył mi szklankę i lodowatą puszką Ben Shaws Cream Soda. Byłem w szoku, powiedziałem do kelnera: – Ale mówił Pan, że nie serwujecie Ben Shaws?
Kelner odpowiedział: – Bo nie serwujemy, ale skoro nie chciał Pan pić Coca-Coli i innych napojów to uznałem, że naprawdę zależy Panu na Ben Shaws. – Ale skąd go Pan wytrzasnął? – odpowiedziałem zaskoczony. – Ze sklepu po drugiej stronie ulicy – odpowiedział kelner.
To co wydarzyło się w restauracji Mleczko przeszło moje oczekiwania, żeby w tych czasach tak podchodzić do klienta. Zrozumiałem, co znaczy marka „Mleczko”, jeżeli można to już tak nazwać. Przypomniały mi się słowa właściciela restauracji, które przeczytałem w jednym z wcześniejszych wydań „Mleczko Tygodnika Polskiego”, że „dla niego nie są najważniejsze zyski, ale to co może dać klientom, żeby byli zadowoleni i uradowani podczas zakupów w sklepach czy podczas posiłków w restauracji”.
Prawdę mówiąc, nigdy mi się coś podobnego nie przydarzyło – choć mam kilka może kilkanaście pozytywnych wspomnień z wizyt w restauracjach w Polsce. Londyn zaskakuje mnie codziennie, jak na razie pozytywnie. Mieszkam w Londynie 2 lata.
Marek Opłatowicz z Ickenham, Londyn
Dziękujemy za list Panie Marku i czekamy na kolejne.
Naszą restaurację odwiedził także dobry znajomy właściciela, Pana Mleczki. Znają się już ok. 62 lata. Ignac znany jest wśród znajomych jako „Partyzant”. Przyjechał z żoną, bo czyta naszą gazetę i postanowił odwiedzić starego znajomego, a przy okazji spróbować specjałów z naszego menu.
Zapraszamy do odwiedzenia restauracji.